Ferrari GTC4Lusso to jeden z najbardziej nietypowych modeli z Maranello: ma cztery miejsca, praktyczny bagażnik i osiągi, które nadal robią wrażenie, choć samochód jest już poza produkcją. W tym tekście porządkuję najważniejsze fakty, pokazuję różnice między wersją V12 i T oraz wyjaśniam, na co zwrócić uwagę przy zakupie używanego egzemplarza.
Najważniejsze fakty o tym grand tourerze i jego miejscu w gamie Ferrari
- To grand tourer 2+2 produkowany w latach 2016-2020, dziś dostępny wyłącznie na rynku wtórnym.
- Wersja V12 stawia na napęd 4RM EVO z tylnym skrętem kół, a wariant T na lżejszy układ z napędem na tył.
- Najmocniejsza odmiana osiąga 690 KM i 335 km/h, a T rozwija 610 KM oraz 760 Nm momentu.
- Auto jest zaskakująco praktyczne jak na Ferrari: bagażnik ma 450 l, a po złożeniu tylnej części przestrzeń rośnie do 800 l.
- Na polskim rynku używane egzemplarze pojawiają się dziś najczęściej w widełkach od ok. 713 tys. zł do ok. 1,1 mln zł.

Czym jest ten model i dlaczego wyróżnia się w gamie Ferrari
Patrząc na ten samochód, widzę przede wszystkim próbę połączenia dwóch światów: klasycznej emocji Ferrari i realnej użyteczności w trasie. To czteromiejscowy grand tourer typu shooting brake, czyli nadwozie łączące linię coupé z większą funkcjonalnością tylnej części auta. W praktyce oznacza to, że nie jest to tylko weekendowa zabawka, ale auto zaprojektowane również po to, by wygodnie przejechać kilkaset kilometrów.
Model zastąpił FF i od początku był pomyślany szerzej niż typowe, centralnosilnikowe Ferrari. To ważne, bo w 2026 roku nie mówimy już o nowym zakupie z salonu, tylko o samochodzie z rynku wtórnego, w którym liczy się nie tylko specyfikacja, ale też stan, historia i sposób użytkowania. Z mojego punktu widzenia właśnie to odróżnia ten model od wielu innych aut z logo Cavallino Rampante: tu emocje mają iść w parze z podróżą, a nie tylko z krótkim sprintem spod świateł.
Ten kompromis nie jest przypadkowy. Ferrari od początku celowało w kierowców, którzy chcą mieć auto sportowe, ale nie chcą rezygnować z miejsca dla pasażerów, bagażu i długiego dystansu. I właśnie dlatego najciekawsze stają się różnice między dwiema wersjami napędowymi.
Dwie wersje napędowe i co naprawdę je dzieli
Na papierze oba warianty są podobne, ale w jeździe różnią się wyraźnie. Jedna wersja idzie w stronę bardziej klasycznego, atmosferycznego Ferrari, druga stawia na lżejszy przód, większy moment od dołu i bardziej codzienny charakter. To nie jest drobna korekta, tylko dwa różne sposoby rozumienia gran turismo.
| Wersja | Silnik | Moc | Moment obrotowy | Napęd | Osiągi | Charakter |
|---|---|---|---|---|---|---|
| V12 | 6,3 l V12, wolnossący | 690 KM | 697 Nm | 4RM EVO z tylnym skrętem kół | 0-100 km/h w 3,4 s, prędkość maksymalna 335 km/h | Najbardziej emocjonalny, najbardziej kolekcjonerski, z pełnym „kawałkiem Ferrari” w dźwięku i reakcji na gaz |
| T | 3,9 l V8 twin-turbo | 610 KM | 760 Nm | Napęd na tył | 0-100 km/h w 3,5 s, ponad 320 km/h | Lżejszy z przodu, bardziej zwinny w codziennej jeździe, zwykle odrobinę bardziej pragmatyczny |
Wersja V12 jest tym, czego wielu fanów marki oczekuje od Ferrari: wysokie obroty, bardzo mocny akcent dźwiękowy i napęd, który pomaga wykorzystać moc niezależnie od warunków. T z kolei ma bardziej nowoczesny rytm jazdy. Turbo daje 760 Nm już od niskich obrotów, więc auto szybciej reaguje przy spokojniejszym przyspieszaniu i sprawia wrażenie lżejszego w przodzie. Gdybym miał oceniać je czysto redakcyjnie, V12 jest bardziej „wydarzeniem”, a T bardziej „dobrze zestrojonym narzędziem do jazdy”.
Różnica jest też praktyczna: V12 korzysta z zaawansowanego układu 4RM EVO, czyli napędu na cztery koła Ferrari, a T idzie w stronę prostszego i lżejszego układu z napędem na tył. To przekłada się na zachowanie auta w zakrętach, masę odczuwalną na kierownicy i ogólne wrażenie z prowadzenia. I właśnie na drodze te detale zaczynają naprawdę pracować na charakter całego samochodu.
Jak jeździ na co dzień i czy naprawdę nadaje się do podróżowania
W praktyce ten model ma sens wtedy, gdy ktoś naprawdę chce z niego korzystać, a nie tylko oglądać go w garażu. Ferrari poprawiło w nim izolację akustyczną, usztywniło punkty mocowania nadwozia i wyraźnie dopracowało komfort podróżny, więc to auto lepiej znosi długie trasy niż wiele innych sportowych modeli. Nie jest jednak bezosobowe: nawet przy lepszym wyciszeniu nadal czuć, że to Ferrari, a nie luksusowe gran turismo z nastawieniem na ciszę.
- Na trasie auto pokazuje najlepszą stronę: stabilność przy wysokich prędkościach, wygodną pozycję za kierownicą i dojrzałe prowadzenie, które nie męczy po kilku godzinach.
- W mieście da się z nim żyć, ale gabaryty i niskoprofilowe koła przypominają, że to nadal duże, szerokie Ferrari, a nie kompaktowe coupé.
- Na weekend bagażnik i tylne miejsca mają sens, bo 450 l na co dzień i do 800 l po złożeniu tylnej części to już realna użyteczność, nie tylko katalogowa ciekawostka.
Z tyłu nie ma luksusu typowego dla limuzyny, ale jak na sportowe auto 2+2 przestrzeni jest wystarczająco dużo, by zabrać dzieci albo dorosłych na krótszą trasę bez poczucia kompromisu na każdym kilometrze. To właśnie dlatego ten model kupuje się sercem, ale używa z głową. I tu przechodzimy do najważniejszej kwestii przy zakupie.
Na co zwrócić uwagę przy używanym egzemplarzu
Przy takim samochodzie najgorszym doradcą jest pośpiech. Gdy oceniam używane Ferrari, patrzę nie tylko na przebieg, ale przede wszystkim na kompletność historii i jakość obsługi. Dobrze utrzymany egzemplarz potrafi dać ogrom satysfakcji, ale zaniedbany będzie kosztowny już na etapie podstawowego serwisu.
- Historia serwisowa - komplet faktur, wpisów i dokumentów ma większą wartość niż piękny lakier bez potwierdzenia przebiegu prac.
- Układ napędowy - w V12 trzeba sprawdzić pracę 4RM EVO i tylnego skrętu kół, a w T płynność reakcji skrzyni DCT i brak szarpnięć przy zmianie biegów.
- Zawieszenie i hamulce - amortyzatory SCM-E, tarcze oraz klocki potrafią być bardzo drogie, więc każda niepokojąca asymetria prowadzenia wymaga diagnostyki.
- Opony i felgi - niskoprofilowe 20-calowe zestawy są czułe na polskie drogi i łatwo pokazują, czy auto było używane ostro, czy rozsądnie.
- Nadwozie - sprawdzam odstępy między panelami, ślady lakierowania i jakość napraw, bo nawet dobrze wyglądające auto może mieć ukryte ślady po kolizji.
- Elektronika - czujniki, klimatyzacja, multimedia i akumulatory w aucie, które długo stoi, potrafią sprawić więcej problemów, niż widać na pierwszy rzut oka.
W V12 szczególnie ważna jest kondycja całego układu 4x4, bo to właśnie on odróżnia ten samochód od prostszych konstrukcji. Nie kupowałbym egzemplarza tylko na podstawie ładnych zdjęć i niskiego przebiegu. W tej klasie auta lepiej zapłacić więcej za czystą historię niż później nadrabiać braki kosztownymi naprawami.
Jeśli te elementy są pod kontrolą, dopiero wtedy ma sens rozmowa o cenie. A ta w 2026 roku nadal jest jednym z głównych powodów, dla których ten model budzi tak duże zainteresowanie.
Ile kosztuje dziś i która wersja ma najwięcej sensu
W polskich ogłoszeniach spotykałem w 2026 roku oferty od ok. 713 tys. zł do ok. 1,1 mln zł. To szeroki rozstrzał, ale w tej klasie nie jest niczym dziwnym, bo na cenę składają się nie tylko rok produkcji i przebieg, lecz także wersja silnikowa, kolor, opcje, stan lakieru, historia szkód i jakość serwisu. Dwa pozornie podobne egzemplarze mogą kosztować zupełnie inaczej, bo rynek bardzo mocno premiuje auta z pełną dokumentacją.
Jeśli patrzę wyłącznie na sens zakupu, widzę prostą zasadę. V12 bierze się wtedy, gdy priorytetem jest dźwięk, wyjątkowość i większa kolekcjonerska wartość. T ma więcej sensu dla kierowcy, który chce trochę niższego progu wejścia, lżejszego prowadzenia i bardziej codziennego charakteru. To nadal Ferrari, więc żadna z tych opcji nie jest „rozsądna” w potocznym znaczeniu, ale w obrębie tej marki da się wskazać wariant bardziej dopasowany do sposobu używania auta.
W praktyce największą różnicę robi nie sam mocniejszy lub słabszy silnik, tylko to, czy kupujący naprawdę chce auto na weekendowe emocje, czy na dłuższe podróże z odrobiną luksusu i realnym miejscem dla pasażerów. I właśnie dlatego ten model nadal ma sens, nawet gdy na rynku pojawiło się wiele nowszych i bardziej zaawansowanych konstrukcji.
Dlaczego ten model nadal broni się w 2026
To wciąż jeden z ciekawszych grand tourerów Ferrari, bo łączy trzy rzeczy, które rzadko występują razem: emocje marki, realną praktyczność i bardzo wyraźny charakter jazdy. Dla mnie najważniejsze jest to, że ten samochód nie udaje czegoś innego. Nie jest SUV-em, nie jest klasycznym supercar-em i nie próbuje zadowolić wszystkich naraz. Jest dużym, szybkim, bardzo włoskim gran turismo, które naprawdę potrafi pojechać daleko.
Jeśli ktoś chce samochodu z duszą, ale nie chce rezygnować z dwóch dodatkowych miejsc i sensownego bagażnika, ten model nadal pozostaje mocnym kandydatem. Jeśli wybór ma paść dziś, szukałbym egzemplarza z przejrzystą historią, najlepiej po dokładnej weryfikacji technicznej, bo to właśnie stan auta, a nie sam emblemat na masce, zdecyduje o tym, czy zakup będzie satysfakcjonujący. Dobrze utrzymane egzemplarze potrafią dać dokładnie to, co obiecuje konstrukcja: szybkie, komfortowe i bardzo charakterne Ferrari do jazdy, a nie tylko do oglądania.
